
Zadanie, które powinno zająć godzinę, zajmuje trzy. Nie dlatego, że jest trudne — tylko dlatego, że wracasz do niego raz po raz, poprawiasz drobiazgi, sprawdzasz jeszcze raz, zanim ktokolwiek to zobaczy.
Paraliżujący perfekcjonizm rzadko wynika z chęci „zrobienia czegoś dobrze”. Znacznie częściej stoi za nim strach — przed oceną, przed krytyką, przed tym, że błąd zostanie odczytany jako brak kompetencji.
Paradoks perfekcjonizmu
Im więcej czasu poświęcamy na „dopieszczanie” zadania ze strachu, tym mniej realnej energii zostaje na rzeczy, które faktycznie mają znaczenie. To błędne koło: strach napędza nadmierny wysiłek, nadmierny wysiłek prowadzi do zmęczenia, zmęczenie zwiększa lęk przed kolejnym zadaniem.
Jak z tego wyjść?
Pierwszym krokiem nie jest „przestań się przejmować” — to się nie sprawdza. Pomaga raczej praca nad tym, skąd bierze się przekonanie, że błąd = zagrożenie, oraz uczenie się rozróżniania: co naprawdę wymaga precyzji, a co możemy oddać w wersji „wystarczająco dobrej”.
To temat, który regularnie pojawia się w naszej pracy warsztatowej — bo dotyka niemal każdego zespołu, niezależnie od branży.